Schwyzerdeutsch (S Schweizerdeutsch) — czy trzeba go umieć, żeby pracować w Szwajcarii
Krótka odpowiedź: nie, Schwyzerdeutsch nie jest warunkiem pracy w Szwajcarii. To język ulicy, kuchni i SMS-ów. W piśmie, w urzędzie, w szkole, w radiu i w parlamencie używa się wysokiej niemczy - Hochdeutsch. Do pracy wystarczy Hochdeutsch, taki sam jak w Niemczech czy Austrii.

Krótka odpowiedź: nie, Schwyzerdeutsch nie jest warunkiem pracy w Szwajcarii. To język ulicy, kuchni i SMS-ów. W piśmie, w urzędzie, w szkole, w radiu i w parlamencie używa się wysokiej niemczy - Hochdeutsch. Do pracy wystarczy Hochdeutsch, taki sam jak w Niemczech czy Austrii.
Diabeł tkwi w jednym zdaniu, które łatwo przesłyszeć: „mówi się po szwajcarsku”. Słowo „szwajcarski” znaczy tu co innego niż „niemiecki”, i to pomieszanie przez lata dokuczało mi osobiście, zanim zrozumiałem, o co chodzi.
Żeby wyjaśnić dlaczego, muszę najpierw pokazać skalę zjawiska - bo liczby są zaskakujące i od razu wyjaśniają, dlaczego nikt w Szwajcarii nie zmusza cudzoziemca do mówienia dialektem.
Czym właściwie jest Schwyzerdeutsch
Schwyzerdeutsch to grupa dialektów niemieckich, a nie jeden język. Słowo „dialect” brzmi po polsku jak coś gorszego od języka. W Szwajcarii jest odwrotnie: dialekt jest językiem normalnym, używanym na co dzień przez wszystkie warstwy społeczne i w rozmowie z urzędnikami. Nikt za to nie dostaje żadnej społecznej etykiety.
Trochę formalniej rzecz wygląda tak. W Szwajcarii istnieje dyglosja: Hochdeutsch i dialekty to dwa oddzielne warianty, a nie dwa końce skali. Wypowiedź nie może być „bardziej albo mniej dialektalna” - mówisz albo dialektem, albo standardem, i przeskakujesz między nimi. Praktyczna konsekwencja dla przyjezdnego: Twoja bardzo dobra niemczyz ze szkoły nie przełączy się płynnie w Hochdeutsch tylko dlatego, że nauczyłeś się rozumieć dwanaście słów po góralsku.
Dialektów są setki. Krajobraz Szwajcarii jest podzielony na małe doliny, a mobilność przez wieki była niska, więc każda miejscowość wykształciła własny sposób mówienia. Z tego powstaje też pierwsza niespodzianka: Szwajcarze sami nie rozumieją się nawzajem. Mieszkańcy dolnych części kraju mają problem ze zrozumieniem dialektów wyżej położonych - na przykład urnerskiego czy walijskiego.
Jakie są realne proporcje
Dane Federal Statistical Office mówią o językach Szwajcarii tak (rok 2010, mieszkańcy, nie tylko obywatele):
- niemiecki: 65,6 % populacji (73,3 % Szwajcarów),
- francuski: 22,8 % (23,4 % Szwajcarów),
- włoski: 8,4 % (6,1 % Szwajcarów),
- retoromański: 0,6 % (0,7 % Szwajcarów).
A teraz liczba, która zmienia sposób myślenia o dialekcie. W spisie z 2000 roku 93,3 % niemieckojęzycznych Szwajcarów zadeklarowało, że na co dzień mówi dialektem. W 2014 roku było to jeszcze 87 % populacji niemieckojęzycznej. Jako język rodzinny dialekt podało w 2019 roku 78,4 % osób od 15. roku życia w niemieckojęzycznej części kraju.
To dużo, ale z drugiej strony Hochdeutsch jest wpisany do Konstytucji jako jeden z czterech języków urzędowych - i dla większości społeczeństwa pozostaje w praktyce językiem obcym. Szwajcarzy rozumieją wysoką niemczyn tak dobrze jak mieszkańcy Niemiec, jeśli wziąć pod uwagę wykształcenie i warstwę społeczną. Coraz trudniej im jednak w nim wypowiadać samodzielnie.
Wniosek jest jeden i powtarza się w każdym źródle: wysoka niemczyz jest językiem formalnym. Dialekt jest językiem codziennym. To nie znaczy, że dialekt jest gorszy - znaczy, że ma inną funkcję.
Kanton po kantonie: wieś i miasto to dwa różne Szwajcarii
Dialekt jest prawie wszędzie, ale nie wszędzie tak samo. Poniżej udział osób od 15. roku życia mówiących dialektem na co dzień (dane za 2014) i używających go jako języka rodzinnego (dane za 2019). W nawiasach podaję tylko to drugie, bo ono pokazuje trwałość zwyczaju.
| Kanton | Dialekt na co dzień, 2014 | Dialekt jako język rodzinny, 2019 |
|---|---|---|
| Solothurn | 92 % | 83 % |
| Wallis (część niemiecka) | 93 % | 21 % (cały kanton) |
| Uri | 91 % | 90 % |
| Nidwalden | 91 % | 85 % |
| Obwalden | 91 % | 87 % |
| Schwyz | 91 % | 82 % |
| Aargau | 91 % | 80 % |
| Appenzell Innerrhoden | 90 % | 93 % |
| Appenzell Ausserrhoden | 90 % | 85 % |
| Luzern | 89 % | 83 % |
| St. Gallen | 89 % | 82 % |
| Basel-Landschaft | 89 % | 80 % |
| Bern (część niemiecka) | 88 % | 79 % |
| Graubünden (część niemiecka) | 86 % | 70 % |
| Thurgau | 85 % | 81 % |
| Schaffhausen | 85 % | 78 % |
| Zürich | 83 % | 71 % |
| Zug | 79 % | 72 % |
| Basel-Stadt | 78 % | 64 % |
Różnica jest wyraźna i ma sens społeczny. Appenzell Innerrhoden i Uri to głęboka prowincja - tam dialekt po prostu jest domowym językiem. Zug i Bazylea-Miasto to miasta z dużą imigracją i dużą rotacją: tam młodsza generacja częściej mówi w domu standardem. Będąc pracownikiem w Zurychu usłyszysz dialekt w kantynie, na korytarzu i w prywatnych rozmowach, ale w piśmie służbowym dostaniesz Hochdeutsch.
Nie wszystkie kantony są jednojęzyczne. Jednojęzyczne niemieckie to m.in. Zurych, Bern (część niemiecka), Lucerna, Aargau, oba kantony Bazylei, Zug, Schwyz, Uri, Nidwalden, Obwalden, St. Gallen, Thurgau, Glarus, Schaffhausen, Solothurn, oba kantony Appenzell. Dujęzyczne są Bern, Graubünden (trzy języki: niemiecki, retoromański, włoski), Wallis i Fryburg, gdzie niemiecki jest mniejszością.
Co słychać w miejscu pracy
Kilka rzeczy, które warto wiedzieć zanim wejdziesz do zakładu.
Po pierwsze: w ogłoszeniach o pracę w Szwajcarii nigdy nie pojawi się słowo „dialekt”. Przeglądałem ogłoszenia dla dekarzy, tynkarzy, stolarzy, elektryków, monterów i blacharzy w Zurychu, Lucernie, Aarau, Bazylei i St. Gallen - wymóg jest zawsze sformułowany tak samo: „komunikatywna znajomość języka niemieckiego” albo „podstawowy język niemiecki”. Pracodawca pisze po niemiecku, bo taki jest język, w którym będzie się pracować i w którym trzeba zrozumieć instrukcję, umowę i zakres obowiązków.
Po drugie: standardowy niemiecki wykorzystuje się celowo i konsekwentnie. W szkole ma być językiem nauczania, choć w praktyce nauczyciele często przełączają się na dialekt, gdy chodzi o zwykłą wymianę zdań. W mediach publicznych wiadomości i audycje polityczne czytane są po Hochdeutsch. W Federalnym Zgromadzeniu wypowiedzi posłów po stronie niemieckojęzycznej też padają w Hochdeutsch. Papier, SMS-y, oferty pracy i dokumenty - wszystko po standardzie.
Po trzecie - i to jest granica, o której ludzie zapominają: rozumienie dialektu to co innego niż jego mówienie. Niemieckojęzyczni z zagranicy rozumieją Schweizerdeutsch „w miarę dobrze”, ale potrzebują czasu przyzwyczajania i skupienia. Jeśli w Twoim zakładzie pracują Szwajcarze z różnych kantów, oni sami nawzajem się nie rozumieją w pełni. Twoje miejsce pracy właśnie dlatego nie polega na tym, żebyś przeszedł na dialekt.
Praktyczne progi podawane przy stanowiskach wyglądają tak: prace manualne w zupełności wystarczy A2-B1, stanowiska biurowe i IT trzeba zwykle obsadzić kimś na B2+, a w ochronie zdrowia często wymagane jest B2-C1. To są wartości spotykane w materiałach dla pracodawców, nie w przepisie - traktuj je jako rząd wielkości, a nie jako granicę.
Niektóre branże i regiony wchodzą w grę bez żadnego poziomu - jest lista stanowisk, gdzie język nie jest wymagany. Jeśli pierwsza Twoza praca w Szwajcarii to budowa albo remont, to zacznij od stawek, nie od rozmowy kwalifikacyjnej. Przy samych rozmowach i testach na poziomie rozmowa w Niemczech i testy na B1/B2 pisałem osobno.
Słowa, które trzeba znać zanim wejdziesz do hali
Nie polecam uczyć się dialektu. Polecam wiedzieć, że on istnieje i że kilka słów w nim brzmi jak coś zupełnie innego.
Najczęstsza pułapka to möge. W Hochdeutsch znaczy „chcę”. W dialekcie znaczy „mogą” - czyli coś w rodzaju „niech będzie, zamknijcie okno”. To słowo pada bardzo często, więc źle zrozumiane zmienia sens całego zdania.
Druga pułapka jest czysto fonetyczna: leere wymawiane jest jak polskie „lę”, ale znaczy puste. Do tego dochodzą liczne homofony, z których klasyczny przykład to Achtung i Achtig - w dialekcie to jedno i to samo słowo. Dla kogoś, kto uczył się niemczy z podręcznika, takie różnice są nie do ogarnięcia bez kontekstu. W praktyce ratuje jedna rzecz: znajomość Hochdeutsch. Rozumiesz standard, a dialekt łapię uchem.
Powitania warto rozróżnić, bo grüezi i grüessech to formy zwalidzowane, a nie „dzień dobry”. Swobodne powitanie brzmi hoi (obok sali, salü). W praktyce w biurze pierwszego dnia zacznij od Sie i Guten Morgen, a dopiero po pierwszym poznaniu przejdź na hoi.
Romandia i Ticino: tam High German nie działa
Wszystko, co napisałem wyżej, dotyczy niemieckojęzycznej części Szwajcarii. Francuski ma 22,8 % populacji, włoski 8,4 %. Jeśli dostajesz propozycję pracy w Genewie, Lozannie, Neuchâtel, Fryburgu, Walis, Lugano, Bellinzonie, Locarno albo Mendrisio - wszystkie te wymagają francusku lub włoskiego. Germanizm nie pomoże i nie zostanie wybaczony.
To osobny temat, ale jedna rzecz jest wspólna: w Romandii i Ticino nie ma odpowiednika szwajcarskiej dyglosji w takiej skali. Francuski jest językiem urzędowym, wysokim i codziennym zarazem, a włoski w Ticino funkcjonuje podobnie. Nie ma więc sytuacji, w której „po pracy wszyscy gadają na wariant regionalny”. Szwajcarska osobliwość jest jednorodna: dotyczy niemieckojęzycznej części.
Przy okazji: niemiecki jest też językiem mniejszości w kantonie Fryburg i w niemieckiej części Wallisa. W kantonie Jura istnieje jedna niemieckojęzyczna gmina, Ederswiler, a w Ticinoie niemiecka osada Walserów, Bosco/Gurin. To tłumaczy te dziwne 21 % w wierszu Wallisa.
Co realnie zrobić przed wyjazdem
Nie uczcie się dialektu. Uczcie się Hochdeutsch do poziomu, który zamyka Twoje stanowisko, i traktujcie dialekt jako bonus, nie jako warunek. To jest prostsze, taniejsze i działa w każdym kantonie niemieckojęzycznym.
Rutyna, która działa: 15 minut dziennie aplikacją (Duolingo na start, Babbel jeśli wolisz materiał dla dorosłych, Anki na kartę słówkową), plus serial albo podcast po niemiecku z napisami. Taki układ na dwanaście miesięcy rozpisałem osobno, razem z materiałami pod kolejne poziomy.
Na pierwszy dzień warto znać kilka zdań i umieć je powiedzieć głośno, nawet z błędem. Proste i zaskakująco często używane: Guten Morgen, ich bin der/die Neue (jestem nowy), Können Sie mir das bitte zeigen (może Pan/Pani pokazać), Ich habe eine Frage zu meinem Vertrag (mam pytanie do umowy), Wann ist Feierabend (kiedy kończę pracę), Ich bin krank und kann heute nicht kommen (jestem chory i nie mogę dziś przyjść).
Przy czym zasady są inne w zależności od branży i kantonu, a samo pozwolenie na pracę to osobna sprawa, w której język pojawia się w innych miejscach niż rozmowa przy kawie. Formalności na pierwszy dzień rozpisałem osobno, bo tam jest więcej papierów niż słów.
Czego w tym artykule nie znajdziesz
Dwie rzeczy zostawiam poza tekstem świadomie.
Pierwsza: nie napiszę, że pozwolenie na pracę nie wymaga języka. Strona Staatssekretariatu für Migration opisuje zezwolenie jako system dualistyczny - obywatele UE i EFG mają prosty dostęp, a z pozostałych państw przyjmuje się tylko w ograniczonym zakresie kadry i specjalistów. Wymagań językowych ta strona w ogóle nie wymienia. Milczenie dokumentu to nie jest potwierdzenie, że wymóg nie istnieje, tylko brak informacji. Jeśli potrzebujesz odpowiedzi wprost, sprawdź to w kantonie, w którym będziesz pracować, albo pytaj w biurze dla cudzoziemców. To nie jest moja interpretacja - tylko to, co wynika z dokumentu.
Druga: w zestawie ogłoszeń, które przejrzałem, wszystkie dotyczyły branż budowlanych i handlowych w części niemieckojęzycznej. Nie mam danych o tym, jakie progi stosują pracodawcy w Romandii i Ticino, więc tego nie zgaduję.
Nie obiecuję Ci też, że nauczysz się Schweizerdeutsch w weekend. Nie po to się tu przyjeżdża. Po to, żeby umieć czytać umowę, zrozumieć zakres obowiązków i nie czuć się głupio, kiedy szef zamawia kawę po góralsku.


